Ostatnio nie jest dobrze. Mam ogromny problem, gdyż zrobiło się ciepło (nareszcie nie muszę chodzić w tym głupim wdzianku!) i z trawników zniknął śnieg. A co za tym idzie nie mam się gdzie załatwiać. Teraz już jak wychodzę z moją Panią muszę nieźle się nałazić, aby znaleźć odpowiednie miejsce. Najlepiej jest mi się załatwiać w takich wielkich krzakach, ale wtedy Pani nie jest zadowolona. Kiedy tylko idę w ich kierunku zaczyna krzyczeć i wymachiwać rękami. Mówi, że nie będzie wchodziła za mną w te całe krzaki, aby mnie odplątać, że nie raz wdepnęła tam w jakąś kupę, a poza tym sama ma problemy z wydostaniem się z tych całych wystających z ziemi kikutów. Nie rozumiem jej. Jak zabrali mi już śnieg, to teraz ona zabiera mi krzaki. Nie wiem czy byłaby zachwycona, gdyby kazali jej się załatwiać na środku trawnika, gdzie nie ma nawet pół drzewka.
No i w taki właśnie sposób mój spacer jest sporo dłuższy. Pani też nie jest z tego powodu zadowolona, bo sama za tymi spacerami nie przepada (a mnie ciąga!). Gdyby nauczyła się po tych krzakach chodzić, moje wyjście na "siku, kupę" było by o wiele krótsze.
>>> http://buldog-angielski.org.pl/
No i w taki właśnie sposób mój spacer jest sporo dłuższy. Pani też nie jest z tego powodu zadowolona, bo sama za tymi spacerami nie przepada (a mnie ciąga!). Gdyby nauczyła się po tych krzakach chodzić, moje wyjście na "siku, kupę" było by o wiele krótsze.
>>> http://buldog-angielski.org.pl/
18.03.2011 o godz. 19:13
komentuj (2)
Dzisiaj Pani miała wolne. Lubie jak ma wolny dzień w pracy, bo jest cały czas w domu. Jednak nie dostarcza mi zbyt wielu rozrywek, a ja i tak cały dzień śpię. Dziś Pani doszła do wniosku, że pójdziemy na bazar. Nie wiedziałem co to takiego i nie byłem przekonany do jej pomysłu. Jednak ona bardzo się cieszyła no i poszliśmy. Na szczęście nie ubrała mnie w ten cały kubrak i wstydu nie było.
Szliśmy strasznie długo przez osiedla. Nie zapuszczałem się nigdy tak daleko i bardzo bałem się, że Pani nie będzie wiedziała jak wrócić do domu. Więc kiedy wyszliśmy z tych całych osiedli chciałem wracać. Do tego strasznie dużo kobiet szło wprost na mnie z miliardem siat i bardzo się tego wszystkiego wystraszyłem. Zacząłem jeszcze bardziej ciągnąć w drugą stronę, ale to Pani bardzo się nie spodobało, zdenerwowała się i krzyczała coś, abym wreszcie się uspokoił, bo dostanę w tyłek.
Doszliśmy na ten cały bazar. Było tam mnóstwo ludzi i bardzo dużo stołów z różnymi rzeczami. Pani podchodziła do niektórych z nich i brała sobie jedzenie, które chowała do toreb. Połowy nawet nie przeszliśmy, a ona nagromadziła ich naprawdę sporo. Było nawet fajnie, bo dużo pań podchodziło do mnie i mówiło, że jestem bardzo ładny.
Pod koniec Pani powiedziała, że jestem w miarę grzeczny, więc pójdziemy do sklepu dla zwierząt i kupi mi tam coś dobrego. Weszliśmy po schodkach za takie duże drzwi, a tam - aż zbaraniałem (a jestem buldogiem przecież!) - weterynarz! Pomyslałem sobie: "pięknie, tyle z nią chodzę, a ona mnie do weterynarza podstępem zaciąga". No i bez dłuższego zastanawiania się zacząłem stamtąd zwiewać. Namęczyłem się strasznie, prawie pazury sobie pozrywałem! A Pani krzyczała, że do żadnego weterynarza nie idziemy, tylko do sklepu, który jest obok. Nie słuchałem jej, bo aby zaciągnąć mnie do lekarza zawsze stosuje chwyty poniżej pasa. Na szczęście szybko dała mi spokój i wyszliśmy stamtąd. Zresztą nie była już taka zadowolona, bo jak tak ciągnąłem do wyjścia to z siatek zaczęły jej różne rzeczy wypadać i u tego całego weterynarza został nasz kalafior. Dobrze, bo nie lubie warzyw.
Jak wreszcie wróciliśmy do domu Pani resztę dnia przesiedziała na kanapie i narzekała tylko, że ręce ją bolą i jest bardzo zmęczona. Mam nadzieję, że już więcej takich rozrywek nie będzie mi zapewniać, bo bardzo męczący był dla mnie ten cały bazar.
Szliśmy strasznie długo przez osiedla. Nie zapuszczałem się nigdy tak daleko i bardzo bałem się, że Pani nie będzie wiedziała jak wrócić do domu. Więc kiedy wyszliśmy z tych całych osiedli chciałem wracać. Do tego strasznie dużo kobiet szło wprost na mnie z miliardem siat i bardzo się tego wszystkiego wystraszyłem. Zacząłem jeszcze bardziej ciągnąć w drugą stronę, ale to Pani bardzo się nie spodobało, zdenerwowała się i krzyczała coś, abym wreszcie się uspokoił, bo dostanę w tyłek.
Doszliśmy na ten cały bazar. Było tam mnóstwo ludzi i bardzo dużo stołów z różnymi rzeczami. Pani podchodziła do niektórych z nich i brała sobie jedzenie, które chowała do toreb. Połowy nawet nie przeszliśmy, a ona nagromadziła ich naprawdę sporo. Było nawet fajnie, bo dużo pań podchodziło do mnie i mówiło, że jestem bardzo ładny.
Pod koniec Pani powiedziała, że jestem w miarę grzeczny, więc pójdziemy do sklepu dla zwierząt i kupi mi tam coś dobrego. Weszliśmy po schodkach za takie duże drzwi, a tam - aż zbaraniałem (a jestem buldogiem przecież!) - weterynarz! Pomyslałem sobie: "pięknie, tyle z nią chodzę, a ona mnie do weterynarza podstępem zaciąga". No i bez dłuższego zastanawiania się zacząłem stamtąd zwiewać. Namęczyłem się strasznie, prawie pazury sobie pozrywałem! A Pani krzyczała, że do żadnego weterynarza nie idziemy, tylko do sklepu, który jest obok. Nie słuchałem jej, bo aby zaciągnąć mnie do lekarza zawsze stosuje chwyty poniżej pasa. Na szczęście szybko dała mi spokój i wyszliśmy stamtąd. Zresztą nie była już taka zadowolona, bo jak tak ciągnąłem do wyjścia to z siatek zaczęły jej różne rzeczy wypadać i u tego całego weterynarza został nasz kalafior. Dobrze, bo nie lubie warzyw.
Jak wreszcie wróciliśmy do domu Pani resztę dnia przesiedziała na kanapie i narzekała tylko, że ręce ją bolą i jest bardzo zmęczona. Mam nadzieję, że już więcej takich rozrywek nie będzie mi zapewniać, bo bardzo męczący był dla mnie ten cały bazar.
Mój Pan wczoraj zrobił mi nie lada frajdę. Sam kupił i ugotował wątrobę! Pachniało w całym mieszkaniu - no wreszcie, bo moi Państwo fundują mi średnio miłe zapachy - aż chciało się siedzieć przy tym całym garze. Strasznie musiałem się naczekać, aż wszystko będzie już gotowe i będę mógł zjeść moje jedzenie. Czekałem i czekałem. I w końcu podszedł Pan, ukroił mi kawałek - taki mały jakbym był jakiś yorkiem! - kazał zrobić "siad" i dał mi ten kawałeczek w nagrodę. Ledwo poczułem co jem i Pan powiedział, że na razie mi starczy. Bardzo lubię wątrobę i chyba dlatego, że ją tak lubię tak rzadko ją jem. Więc doszedłem do wniosku, że na pewno nie pogodzę się z tym, że taki mały kawałek dostałem! Poszedłem na moje posłanie i zacząłem myśleć. Postanowiłem, że zjem wszystko, bo przecież należy mi się i nie będą mi wydzielać w takich okruszkach mojej wątroby. Poza tym to strasznie niesprawiedliwe.
Poczekałem aż się ściemni i Państwo pójdą się myć. Podszedłem do gara i zacząłem skakać. Nie jestem w tym dobry, ale po kilkunastu susach udało się! No i "Bach"! Cały gar spadł z kuchenki i wylądował częściowo na mnie, a częściowo na podłodze. Ale się ucieszyłem! No dawno nie miałem takiej wyżerki. I do tego wreszcie odpowiednio pachnę, a nie śmierdzę. Zjadłem prawie wszystko i doszedłem do wniosku, że nie będę samolubem i podzielę się moją wątrobą z Państwem. Kiedy Pani wyszła z łazienki myślałem, że mnie pochwali za to, że zostawiłem jej trochę. A ona zamiast się ucieszyć zaczęła strasznie krzyczeć i wymachiwać rękami. Myślałem, że pobudzi wszystkich sąsiadów - mi o tej godzinie zabrania tak się drzeć. Mówiła, że jestem niegrzeczny i że śmierdzę. Na koniec zaczęła jeszcze grozić, że przez najbliższe miesiące mogę zapomnieć o wątrobie i że będzie musiała mnie umyć!
Doszedłem do wniosku, że już więcej niczym się z nią nie podzielę i że we wszystkim mam pod górę i jeszcze na dodatek będzie mnie myła!
Na szczęście o tej kąpieli zapomniała, bo całą noc bardzo źle się czułem, bolał mnie brzuch i wymiotowałem. I Pani stwierdziła, że nie będzie mnie już męczyć.
Poczekałem aż się ściemni i Państwo pójdą się myć. Podszedłem do gara i zacząłem skakać. Nie jestem w tym dobry, ale po kilkunastu susach udało się! No i "Bach"! Cały gar spadł z kuchenki i wylądował częściowo na mnie, a częściowo na podłodze. Ale się ucieszyłem! No dawno nie miałem takiej wyżerki. I do tego wreszcie odpowiednio pachnę, a nie śmierdzę. Zjadłem prawie wszystko i doszedłem do wniosku, że nie będę samolubem i podzielę się moją wątrobą z Państwem. Kiedy Pani wyszła z łazienki myślałem, że mnie pochwali za to, że zostawiłem jej trochę. A ona zamiast się ucieszyć zaczęła strasznie krzyczeć i wymachiwać rękami. Myślałem, że pobudzi wszystkich sąsiadów - mi o tej godzinie zabrania tak się drzeć. Mówiła, że jestem niegrzeczny i że śmierdzę. Na koniec zaczęła jeszcze grozić, że przez najbliższe miesiące mogę zapomnieć o wątrobie i że będzie musiała mnie umyć!
Doszedłem do wniosku, że już więcej niczym się z nią nie podzielę i że we wszystkim mam pod górę i jeszcze na dodatek będzie mnie myła!
Na szczęście o tej kąpieli zapomniała, bo całą noc bardzo źle się czułem, bolał mnie brzuch i wymiotowałem. I Pani stwierdziła, że nie będzie mnie już męczyć.
Nie pisałem wam jeszcze o tym, co ja przechodzę codziennie przed snem. Jak mogą mi się koszmary nie śnić, jak co wieczór przeżywam taką traumę?!
Wieczorem, jak już trochę przysypiam - ale cały czas jestem bardzo czujny! - podchodzi do mnie na paluszkach Pani ze śmierdzącą ściereczką. Myśli, że nie wiem co się święci, ale ja nawet przez sen takie smrody wywącham na kilometr! Dlatego też jak jest już blisko, to biorę nogi za pas i wbiegam pod stolik. Pani jest za duża i tam nigdy (chociaż kilka razy próbowała) nie zmieściła się. Więc wtedy też jestem górą. Jednak Pani odchodzi ode mnie, idzie do lodówki i bierze parówkę. No dla parówki to wyjdę z każdej kryjówki - no głupi nie jestem - ale tak jak za każdym razem ta parówka okazuje się pułapką no i "Bach!". Pani łapie mnie i zaczyna czyścić tą śmierdzącą chusteczką moją fałdę nad nosem. Zawsze mówi, że tak się uświniłem, że nie wie czy to doczyści. Dla mnie to mogłaby tego nie czyścić. Później bierze jeszcze suche waciki, które na szczęście nie śmierdzą i po raz kolejny mi to wszystko przeciera. Ale po co to już nie wiem. Jednak na tym nie kończy. Pod koniec czyści mi pupę - co za wstyd! Ciągle powtarzam jej, że nie jestem jakimś głupim pudlem i nie trzeba mnie tak codziennie myć. A jakby jeszcze moi koledzy dowiedzieli się, że jestem takim czyściochem, to na pewno by mnie wyśmiali, że się tak daję.
Na szczęście tylko raz kąpałem się w tej ogromnej balii w łazience. Ale ostatnio Pani zaczyna mi grozić i mówi, że śmierdzę i że jak zrobi się cieplej to wykąpie mnie. Postanowiłem, że na takie głupoty godzić się na pewno nie będę i już teraz wiem, że nawet na parówkę do tej całej kąpieli zaciągnąć się nie dam.
Naprawdę, jakby ta moja Pani nie miała innych rzeczy do roboty wieczorem, tylko by się tak uganiała za mną. Muszę lepiej jej uciekać, bo chyba bardzo lubi tak biegać za mną z tą śmierdzącą ściereczką.
Wieczorem, jak już trochę przysypiam - ale cały czas jestem bardzo czujny! - podchodzi do mnie na paluszkach Pani ze śmierdzącą ściereczką. Myśli, że nie wiem co się święci, ale ja nawet przez sen takie smrody wywącham na kilometr! Dlatego też jak jest już blisko, to biorę nogi za pas i wbiegam pod stolik. Pani jest za duża i tam nigdy (chociaż kilka razy próbowała) nie zmieściła się. Więc wtedy też jestem górą. Jednak Pani odchodzi ode mnie, idzie do lodówki i bierze parówkę. No dla parówki to wyjdę z każdej kryjówki - no głupi nie jestem - ale tak jak za każdym razem ta parówka okazuje się pułapką no i "Bach!". Pani łapie mnie i zaczyna czyścić tą śmierdzącą chusteczką moją fałdę nad nosem. Zawsze mówi, że tak się uświniłem, że nie wie czy to doczyści. Dla mnie to mogłaby tego nie czyścić. Później bierze jeszcze suche waciki, które na szczęście nie śmierdzą i po raz kolejny mi to wszystko przeciera. Ale po co to już nie wiem. Jednak na tym nie kończy. Pod koniec czyści mi pupę - co za wstyd! Ciągle powtarzam jej, że nie jestem jakimś głupim pudlem i nie trzeba mnie tak codziennie myć. A jakby jeszcze moi koledzy dowiedzieli się, że jestem takim czyściochem, to na pewno by mnie wyśmiali, że się tak daję.
Na szczęście tylko raz kąpałem się w tej ogromnej balii w łazience. Ale ostatnio Pani zaczyna mi grozić i mówi, że śmierdzę i że jak zrobi się cieplej to wykąpie mnie. Postanowiłem, że na takie głupoty godzić się na pewno nie będę i już teraz wiem, że nawet na parówkę do tej całej kąpieli zaciągnąć się nie dam.
Naprawdę, jakby ta moja Pani nie miała innych rzeczy do roboty wieczorem, tylko by się tak uganiała za mną. Muszę lepiej jej uciekać, bo chyba bardzo lubi tak biegać za mną z tą śmierdzącą ściereczką.
Mam guza. Pani odkryła go wczoraj, jak wróciła z pracy. Zaczęła mnie dotykać po głowie (bolało!) i stwierdziła, że nie będziemy jechać do pani doktor - no na to bym się na pewno nie zgodził! - i powiedziała, że jestem straszna niezdara. To mi się bardzo nie spodobało i poszedłem na swoje posłanie. Rzuciła jeszcze na koniec coś o tym, że inne człowieki sobie pewnie myśłą, że mnie biją w domu, bo ciągle mam jakieś siniaki.
W końcu zacząłem się zastanawiać skąd ten cholerny guz wziął się na mojej głowie. Nikt go tam nie zapraszał. No i rzeczywiście dobrze nie wygląda... Już wiem! Dzień wcześniej jak zawsze zostałem zrobiony w konia (a przecież jestem psem), zwabiono mnie parówką i musiałem iść na "kupę, siku!" - ciągle im powtarzam, że nie muszę się załatwiać, ale mnie w ogóle nie słuchają - Została jak zawsze złożona na mnie masa niepotrzebnych rzeczy czyli ubranie, szelki i szalik i jeszcze do tego posmarowali mi łapy śmierdzącym smarem. Kiedy zrobiłem swoje na dworze zacząłem biec do domu - no ile można chodzić po mrozie? Wbiegłem na schody i nagle "BACH!" wyłożyłem się jak długi. Ledwo co się pozbierałem z tych schodów. Łatwo nie było. Moja Pani z Panem od razu podbiegli i pytali się czy mi nic nie jest i znowu zaczęli mówić, że jestem straszna niezdara. Niezdarą żadnym nie jestem! Zupełnie nie wiem czemu ci moi Państwo ciągle się dziwią, że się wywalam. Zakładają mi tony ubrań, które są kompletnie niepotrzebne i ograniczają mi życie. A jakby tego było mało to łapy mi smarują czymś przez co ślizgam się. Teraz to już naprawdę powinni się domyśleć, skąd mam te całe guzy.
W końcu zacząłem się zastanawiać skąd ten cholerny guz wziął się na mojej głowie. Nikt go tam nie zapraszał. No i rzeczywiście dobrze nie wygląda... Już wiem! Dzień wcześniej jak zawsze zostałem zrobiony w konia (a przecież jestem psem), zwabiono mnie parówką i musiałem iść na "kupę, siku!" - ciągle im powtarzam, że nie muszę się załatwiać, ale mnie w ogóle nie słuchają - Została jak zawsze złożona na mnie masa niepotrzebnych rzeczy czyli ubranie, szelki i szalik i jeszcze do tego posmarowali mi łapy śmierdzącym smarem. Kiedy zrobiłem swoje na dworze zacząłem biec do domu - no ile można chodzić po mrozie? Wbiegłem na schody i nagle "BACH!" wyłożyłem się jak długi. Ledwo co się pozbierałem z tych schodów. Łatwo nie było. Moja Pani z Panem od razu podbiegli i pytali się czy mi nic nie jest i znowu zaczęli mówić, że jestem straszna niezdara. Niezdarą żadnym nie jestem! Zupełnie nie wiem czemu ci moi Państwo ciągle się dziwią, że się wywalam. Zakładają mi tony ubrań, które są kompletnie niepotrzebne i ograniczają mi życie. A jakby tego było mało to łapy mi smarują czymś przez co ślizgam się. Teraz to już naprawdę powinni się domyśleć, skąd mam te całe guzy.
Nie napisałem nic wczoraj, bo miałem masę roboty. Przedwczoraj moi Państwo powiedzieli mi, że wezmę udział w konkursie na najśmieszniejsze zdjęcie języka. Sam nie wiem co może być śmiesznego w moim języku. Nie chciałem robić przykrości mojej Pani, bo bardzo była podekscytowana, więc zgodziłem się na ten cały konkurs. Pani powiedziała mi, że jest masa fajnych nagród do wygrania i że muszę ładnie zapozować do zdjęcia. Bardzo się ucieszyłem, bo lubię dostawać prezenty, a jeszcze nigdy nic nie wygrałem.
Pan zaczął szykować miejsce, gdzie miałem pozować. Wziął ten okropny (przeraźliwie straszny) statyw z lampa i ustawił go koło mojego łóżeczka. Bardzo się go boję, ale postanowiłem, że będę dzielny i nawet daleko nie uciekałem przed tą całą lampą. Później Pani wzięła szklankę, do której włożyła mnóstwo przysmaków i dała mi je. Wcale nie było to takie fajne, bo musiałem wygrzebywać parówkę z dna szklanki. Wsadziłem nos tak głęboko, że prawie bym się udusił. A Pani tylko się głupio uśmiechała i chwaliła mnie.
Później Pan posmarował masłem stolik i kazał mi je zlizywać. To bardzo mi się podobało! Na co dzień takich rarytasów nie jem, więc bardzo się cieszyłem.
Napracowałem się strasznie i myślałem sobie, że na pewno ten cały konkurs wygram. Brałem udział w kilku konkursach, ale Państwo się nie postarali i nic nie wygrałem.
Wczoraj strasznie czekałem, aż przyjdzie Pani z pracy i powie mi co z tymi nagrodami, które przecież mi się należą. A Ona powiedziała, że idziemy na "kupę, siku" i oprócz mojego okropnego wdzianka założyła mi ogromny, gruby szalik na szyję. Wyglądałem jak jeszcze większy pajac! Jak tak mają te całe nagrody wyglądać, to już nigdy więcej nie wezmę udziału z żadnym konkursie!
Pan zaczął szykować miejsce, gdzie miałem pozować. Wziął ten okropny (przeraźliwie straszny) statyw z lampa i ustawił go koło mojego łóżeczka. Bardzo się go boję, ale postanowiłem, że będę dzielny i nawet daleko nie uciekałem przed tą całą lampą. Później Pani wzięła szklankę, do której włożyła mnóstwo przysmaków i dała mi je. Wcale nie było to takie fajne, bo musiałem wygrzebywać parówkę z dna szklanki. Wsadziłem nos tak głęboko, że prawie bym się udusił. A Pani tylko się głupio uśmiechała i chwaliła mnie.
Później Pan posmarował masłem stolik i kazał mi je zlizywać. To bardzo mi się podobało! Na co dzień takich rarytasów nie jem, więc bardzo się cieszyłem.
Napracowałem się strasznie i myślałem sobie, że na pewno ten cały konkurs wygram. Brałem udział w kilku konkursach, ale Państwo się nie postarali i nic nie wygrałem.
Wczoraj strasznie czekałem, aż przyjdzie Pani z pracy i powie mi co z tymi nagrodami, które przecież mi się należą. A Ona powiedziała, że idziemy na "kupę, siku" i oprócz mojego okropnego wdzianka założyła mi ogromny, gruby szalik na szyję. Wyglądałem jak jeszcze większy pajac! Jak tak mają te całe nagrody wyglądać, to już nigdy więcej nie wezmę udziału z żadnym konkursie!
Od dłuższego czasu (od kiedy to dokładnie nie wiem, bo nie mam kalendarza) moi Państwo nie pozwalają wchodzić mi na MOJĄ kanapę! Mówią, że "nie" i koniec. Ja to już próbowałem wszystkich sposobów: wskakiwałem na nią (ale i tak schodziłem, bo dawali mi parówkę), chodziłem dookoła, kładłem pysk i robiłem maślane oczy (nawet to nie działało!?), no i zdarzyło mi się kilka razy rozpłakać. To też nie pomogło i musiałem nauczyć się spać na tym okropnym posłaniu. Pani cały czas mi mówiła, że to moje łóżeczko jest super - wcale nie jest! - i że kosztowało ją bimbaljony i że muszę na nim spać. No dobrze. Nie chciałem jej robić przykrości i postanowiłem pogodzić się z tą zaistniałą, dramatyczną dla mnie sytuacją.
Jednak dzisiaj rano znalazłem bardzo fajne miejsce do spania - na fotelu, który stoi obok mojego posłania. Jak Pani wstała to chciałem się jej pochwalić jakie mam ładne i bardzo wygodne nowe łóżeczko. Spojrzała tylko na mnie, dziwnie się uśmiechnęła i poszła robić śniadanie. Myślałem, że chociaż mnie pochwali, a ona mnie olała. Przysnąłem sobie na chwilę i naglę słyszę jak mnie woła. Podniosłem głowę, a tam piękna, pachnąca kiełbasa. Pomyślałem sobie, że dawno takiej nie jadłem i wstałem z mojego nowego łóżeczka. A tu "Bach!". No znowu dałem się nabrać psia krew cholera! Ja poszedłem po kiełbasę, a moja Pani założyła blokadę na kolejny mebel. Blokada jedna jest na MOJEJ kanapie, a teraz druga na MOIM fotelu.
Naprawdę, jak znajdę sobie nowe posłanie, to na pewno już więcej im się nie pochwalę, bo wychodzę tylko na głupka.
Jednak dzisiaj rano znalazłem bardzo fajne miejsce do spania - na fotelu, który stoi obok mojego posłania. Jak Pani wstała to chciałem się jej pochwalić jakie mam ładne i bardzo wygodne nowe łóżeczko. Spojrzała tylko na mnie, dziwnie się uśmiechnęła i poszła robić śniadanie. Myślałem, że chociaż mnie pochwali, a ona mnie olała. Przysnąłem sobie na chwilę i naglę słyszę jak mnie woła. Podniosłem głowę, a tam piękna, pachnąca kiełbasa. Pomyślałem sobie, że dawno takiej nie jadłem i wstałem z mojego nowego łóżeczka. A tu "Bach!". No znowu dałem się nabrać psia krew cholera! Ja poszedłem po kiełbasę, a moja Pani założyła blokadę na kolejny mebel. Blokada jedna jest na MOJEJ kanapie, a teraz druga na MOIM fotelu.
Naprawdę, jak znajdę sobie nowe posłanie, to na pewno już więcej im się nie pochwalę, bo wychodzę tylko na głupka.
Nie opowiedziałem wam jeszcze o moich kolegach. Co tydzień (w tym tygodni nie byliśmy, nie wiem dlaczego, pewnie przez to, że Pani na tym dywaniku siedziała) chodzę z moim Państwem na spacer. Ale nie jest to taki nudny spacer jak na co dzień, że tylko robię "kupę, siku", tylko o wiele fajniejszy. Najpierw jedziemy samochodem, a siedzę wtedy z Panią z przodu i jest bardzo fajnie. Mówi mi, aby się nie wiercił i co chwila daje mi jakieś smakołyki. Jak dojeżdżamy na miejsce zazwyczaj są już wszyscy. Takie same psy jak ja!
Mam kilku kolegów: Frania, Melona, Borysa i Stefana - ten to ma przekichane, bo cały czas musi chodzić w butach! Ale nie śmiejemy się z niego, bo jest wiele starszy od nas. Czasami także z nami jest Gacek, ale on to zawsze sobie chodzi sam i ma przez to masę kłopotów, bo jego Pani cały czas biega, krzyczy i szuka go po lesie.
No i niestety podczas spaceru są dziewczyny: Lufa, Pelagia, Zuzia, Księżniczka i Fly. Nie przepadamy za nimi, bo one mają same głupie zabawy - latają za jakimś patykiem, a czasami to nawet biją się o niego. Nie lubimy ich, bo ciągle są z nimi same problemy.
Ale z chłopakami zawsze fajnie się bawimy. Tylko nie wiem dlaczego, zawsze w połowie spaceru Pani psuje całą zabawę, bierze mnie na smycz i mówi, że koledzy mają mnie już dość. Ostatnio to kazała mi iść z tyłu z samymi dziewczynami i mówiła, abym się z nimi bawił - ale wstyd! No i cały spacer łeb wzięło. Mam nadzieję, że następnym razem takiego obciachu mi nie zrobi, bo nie wiem czy będę chciał z nimi jechać i pojadą sobie sami i będzie im bardzo smutno tak chodzić z tyłu z samymi dziewczynami.
A to mój ulubiony kolega - Franio
Mam kilku kolegów: Frania, Melona, Borysa i Stefana - ten to ma przekichane, bo cały czas musi chodzić w butach! Ale nie śmiejemy się z niego, bo jest wiele starszy od nas. Czasami także z nami jest Gacek, ale on to zawsze sobie chodzi sam i ma przez to masę kłopotów, bo jego Pani cały czas biega, krzyczy i szuka go po lesie.
No i niestety podczas spaceru są dziewczyny: Lufa, Pelagia, Zuzia, Księżniczka i Fly. Nie przepadamy za nimi, bo one mają same głupie zabawy - latają za jakimś patykiem, a czasami to nawet biją się o niego. Nie lubimy ich, bo ciągle są z nimi same problemy.
Ale z chłopakami zawsze fajnie się bawimy. Tylko nie wiem dlaczego, zawsze w połowie spaceru Pani psuje całą zabawę, bierze mnie na smycz i mówi, że koledzy mają mnie już dość. Ostatnio to kazała mi iść z tyłu z samymi dziewczynami i mówiła, abym się z nimi bawił - ale wstyd! No i cały spacer łeb wzięło. Mam nadzieję, że następnym razem takiego obciachu mi nie zrobi, bo nie wiem czy będę chciał z nimi jechać i pojadą sobie sami i będzie im bardzo smutno tak chodzić z tyłu z samymi dziewczynami.
A to mój ulubiony kolega - Franio
Wczoraj wieczorem, nie wiem która była godzina, bo jeszcze na zegarku się nie znam, ale musiało być bardzo późno, bo już spałem, wyszedł Pan, a później Pani zaczęła się ubierać. Pomyślałem sobie - pójdę razem z nią, co będę tak sam siedział no i usiadłem przy drzwiach. To najwyraźniej nie spodobało się Pani i poszła do lodówki po parówkę. Pokroiła ją i wsadziła do mojej miseczki. No i zacząłem rozmyślać, co mi się bardziej opłaca: parówka czy pójście za Panią. Bardzo lubię parówki i puściłem ją w końcu. Niech sobie idzie.
Nie pamiętam kiedy wrócili, bo spałem. Rano obudziłem się bardzo późno i Pan powiedział, że musimy iść na "kupę, siku!" - no ile razy muszę im powtarzać, że ja wcale nie muszę się załatwiać!
Jak wróciliśmy do domu bardzo się zaniepokoiłem, bo Pani nie było. Siedziała cały czas w pokoju do którego nie mogę wchodzić. Więc usiadłem i czekałem. Siedziałem tak bardzo długo, że aż się rozpłakałem - ile to można czekać?! Wtedy też przyszedł Pan, otworzył drzwi i coś powiedział Pani. Pomyślałem sobie, że to ten moment na który czekałem no i próbowałem staranować drzwi - w końcu jestem buldogiem - ale to się nie udało. No nic. Siedziałem sobie dalej. W końcu wyszła - no nareszcie! Ale daleko nie poszła, tylko do pomieszczenia obok i usiadła na dywaniku tak jak ja często sobie siedzę, jak Państwo są w łazience. Podszedłem do niej, a ona nic. Mówiła tylko, że bardzo źle się czuje. Rzeczywiście nie wyglądała za dobrze i do tego nie pachniała ładnie.
No nic. Musiałem tak z nią bardzo długo siedzieć, aby nigdzie już mi nie szła. I tak spędziłem cały dzień. Ale dobrze, bo przynajmniej moja robota nie poszła na marne i Pani siedziała w domu. Tylko trochę marudziała.
A ja przecież mówiłem jej, aby wczoraj nigdzie nie wychodziła z domu. Gdyby mnie posłuchała, to nie spędziłaby całego dnia na dywaniku.
A to mój dywanik
Nie pamiętam kiedy wrócili, bo spałem. Rano obudziłem się bardzo późno i Pan powiedział, że musimy iść na "kupę, siku!" - no ile razy muszę im powtarzać, że ja wcale nie muszę się załatwiać!
Jak wróciliśmy do domu bardzo się zaniepokoiłem, bo Pani nie było. Siedziała cały czas w pokoju do którego nie mogę wchodzić. Więc usiadłem i czekałem. Siedziałem tak bardzo długo, że aż się rozpłakałem - ile to można czekać?! Wtedy też przyszedł Pan, otworzył drzwi i coś powiedział Pani. Pomyślałem sobie, że to ten moment na który czekałem no i próbowałem staranować drzwi - w końcu jestem buldogiem - ale to się nie udało. No nic. Siedziałem sobie dalej. W końcu wyszła - no nareszcie! Ale daleko nie poszła, tylko do pomieszczenia obok i usiadła na dywaniku tak jak ja często sobie siedzę, jak Państwo są w łazience. Podszedłem do niej, a ona nic. Mówiła tylko, że bardzo źle się czuje. Rzeczywiście nie wyglądała za dobrze i do tego nie pachniała ładnie.
No nic. Musiałem tak z nią bardzo długo siedzieć, aby nigdzie już mi nie szła. I tak spędziłem cały dzień. Ale dobrze, bo przynajmniej moja robota nie poszła na marne i Pani siedziała w domu. Tylko trochę marudziała.
A ja przecież mówiłem jej, aby wczoraj nigdzie nie wychodziła z domu. Gdyby mnie posłuchała, to nie spędziłaby całego dnia na dywaniku.
A to mój dywanik
Dzisiaj rano podszedł do mnie mój Pan i powiedział, że jadę z nim do pracy. Bardzo się ucieszyłem, bo lubię z nim spędzać czas. W pracy jest sporo fajnych zapachów i wielu człowieków, którzy bawią się ze mną, głaszczą i mówią, że jestem bardzo ładny. Czasami nawet dają mi coś dobrego do jedzenia.
Dzisiaj jednak Pan w samochodzie powiedział mi, że muszę być bardzo grzeczny, bo w pracy będzie suczka jego koleżanki i muszę być dla niej miły. Bardzo mnie to zmartwiło, bo nie lubię dziewczyn. Są głupie i o wszystko mają pretensję. No, ale tego już Panu nie powiedziałem, bo nie chciałem mu sprawiać przykrości.
W pracy Pan pokazał mi palcem białą pchłę na długich łapach i powiedział, że nazywa się ona Fibi i jest rasy jack russell terrier. Od razu mi się nie spodobała.
Podbiegła do mnie i nawet się nie przedstawiła (chyba jej Pani nie powiedziała jej, że musi się dobrze zachowywać) i BACH! wskoczyła mi skubana na głowę - to niby miała być taka zabawa, ale fajnie wcale nie było. Ile musiałem się na machać, aby dała mi spokój... Szanse miałem marne, bo przez moje ciężkie mięśnie nie jestem szybki, a Ona była wychudzona i odbijała się jak piłka od podłogi. A mój Pan tylko stał i uśmiechał się i rozmawiał z Panią Fibi. No mi do śmiechu nie było. W końcu Pan powiedział, że jestem zmęczony - wcale nie byłem, jeszcze dałbym jej radę - i zabrał mnie do swojego pokoju.
Trochę mi głupio, że dałem się i to na dodatek dziewczynie. Mam nadzieję, że Pan nie powie o tym moim kolegom, bo na pewno śmialiby się ze mnie.
Na szczęście jutro już do pracy nie idziemy, bo jest sobota. Strasznie męczące jest to całe zarabianie pieniędzy...
Dzisiaj jednak Pan w samochodzie powiedział mi, że muszę być bardzo grzeczny, bo w pracy będzie suczka jego koleżanki i muszę być dla niej miły. Bardzo mnie to zmartwiło, bo nie lubię dziewczyn. Są głupie i o wszystko mają pretensję. No, ale tego już Panu nie powiedziałem, bo nie chciałem mu sprawiać przykrości.
W pracy Pan pokazał mi palcem białą pchłę na długich łapach i powiedział, że nazywa się ona Fibi i jest rasy jack russell terrier. Od razu mi się nie spodobała.
Podbiegła do mnie i nawet się nie przedstawiła (chyba jej Pani nie powiedziała jej, że musi się dobrze zachowywać) i BACH! wskoczyła mi skubana na głowę - to niby miała być taka zabawa, ale fajnie wcale nie było. Ile musiałem się na machać, aby dała mi spokój... Szanse miałem marne, bo przez moje ciężkie mięśnie nie jestem szybki, a Ona była wychudzona i odbijała się jak piłka od podłogi. A mój Pan tylko stał i uśmiechał się i rozmawiał z Panią Fibi. No mi do śmiechu nie było. W końcu Pan powiedział, że jestem zmęczony - wcale nie byłem, jeszcze dałbym jej radę - i zabrał mnie do swojego pokoju.
Trochę mi głupio, że dałem się i to na dodatek dziewczynie. Mam nadzieję, że Pan nie powie o tym moim kolegom, bo na pewno śmialiby się ze mnie.
Na szczęście jutro już do pracy nie idziemy, bo jest sobota. Strasznie męczące jest to całe zarabianie pieniędzy...
Wczoraj wieczorem moi Państwo doszli do wniosku, że posiedzą w wodzie w tej wielkiej balii w łazience. Pomyślałem sobie - no dobrze, niech idą. Ale zabrali ze sobą moje trzy kaczuszki! Tą żółtą jeszcze bym przeżył, bo już dawno przestała piszczeć, ale dwóch różowych było mi bardzo szkoda. No naprawdę, jakby nie mieli swoich zabawek!
Nawet się nie zapytali czy mogą, tylko wzięli sobie je z ziemi jakby nigdy nic. Ja nie mogę bawić się ich rzeczami, a oni moje zabawki biorą jak swoje! Więc musiałem przez całe pół godziny pilnować moich kaczek, aby mi ich przypadkiem nie popsuli. W końcu doszedłem do wniosku, ile można się nimi bawić no i się rozpłakałem. Na szczęście to zadziałało i oddali mi moją różową kaczuszkę. Ale w jakim stanie! Nie dość, że śmierdziała to jeszcze była cała gorzka.
Zresztą to wszystko jest bardzo niesprawiedliwe, bo jak później chciałem pobawić się czapką mojej Pani, to od razu mi ją zabrała i powiedziała, że to nie jest zabawka dla psów. Naprawdę, już więcej im nic nie pożyczę, bo wychodzę tylko na głupka.
Nawet się nie zapytali czy mogą, tylko wzięli sobie je z ziemi jakby nigdy nic. Ja nie mogę bawić się ich rzeczami, a oni moje zabawki biorą jak swoje! Więc musiałem przez całe pół godziny pilnować moich kaczek, aby mi ich przypadkiem nie popsuli. W końcu doszedłem do wniosku, ile można się nimi bawić no i się rozpłakałem. Na szczęście to zadziałało i oddali mi moją różową kaczuszkę. Ale w jakim stanie! Nie dość, że śmierdziała to jeszcze była cała gorzka.
Zresztą to wszystko jest bardzo niesprawiedliwe, bo jak później chciałem pobawić się czapką mojej Pani, to od razu mi ją zabrała i powiedziała, że to nie jest zabawka dla psów. Naprawdę, już więcej im nic nie pożyczę, bo wychodzę tylko na głupka.
Było już prawie ciepło i moi Państwo doszli do wniosku, że nie będą ze mnie robić pajaca i przestaną mnie ubierać w koszmarną derkę. O wiele lepiej mi się biegało bez tego szkaradztwa na plecach no i przede wszystkim chłopaki na osiedlu ze mnie się nie śmieli. Muszę jeszcze nad moim Państwem popracować, aby sprawili mi szele z ćwiekami - budziłbym większy respekt wśród kolegów. Bo te czerwone szeleczki, które noszę są dla dziewczyny!
Wracjąc do tej całej zimy, dzisiaj znowu cholera wróciła i moi Państwo przypomnieli sobie o tym koszmarnym stroju. Przyszła Pani z pracy i jak zwykle zaczęła gadać, że muszę iść "kupa, siku". Ona nie wie, że mi wystarczy jeden spacer dziennie i próbowałem jej przypomnieć, że nie raz jej już mówiłem, że NIE MUSZĘ! No, ale ona się uparła i wzięła do ręki to ochydne, kraciaste wdzianko. No to ja w nogi pod stolik - ona jest za duża i tam się nie mieści. Niestety długo tam nie siedziałem, bo z lodówki wyjęła kawałek szynki. Głupi nie byłem i polazłem. A tam pułapka - cholera, znowu dałem się nabrać! Niby jedzenie, a ona na mnie to czerwone paskudztwo zakłada. I jakby tego było mało, łapy zaczęła mi smarować czymś śmierdzącym... Nie dość, że wyglądam jak głupek w tej kracie to jeszcze do tego śmierdzę...
Też ci moi Państwo mają głupie pomysły. Ubierać mnie w coś takiego! Teraz muszę na dworze wszystko robić kilka razy szybciej, aby nikt mnie zauważył w tym wdzianku...
Wracjąc do tej całej zimy, dzisiaj znowu cholera wróciła i moi Państwo przypomnieli sobie o tym koszmarnym stroju. Przyszła Pani z pracy i jak zwykle zaczęła gadać, że muszę iść "kupa, siku". Ona nie wie, że mi wystarczy jeden spacer dziennie i próbowałem jej przypomnieć, że nie raz jej już mówiłem, że NIE MUSZĘ! No, ale ona się uparła i wzięła do ręki to ochydne, kraciaste wdzianko. No to ja w nogi pod stolik - ona jest za duża i tam się nie mieści. Niestety długo tam nie siedziałem, bo z lodówki wyjęła kawałek szynki. Głupi nie byłem i polazłem. A tam pułapka - cholera, znowu dałem się nabrać! Niby jedzenie, a ona na mnie to czerwone paskudztwo zakłada. I jakby tego było mało, łapy zaczęła mi smarować czymś śmierdzącym... Nie dość, że wyglądam jak głupek w tej kracie to jeszcze do tego śmierdzę...
Też ci moi Państwo mają głupie pomysły. Ubierać mnie w coś takiego! Teraz muszę na dworze wszystko robić kilka razy szybciej, aby nikt mnie zauważył w tym wdzianku...
Tagi:
Znowu zima
Naprawdę ci moi Państwo ciągle mnie zadziwiają. Śpię sobie smacznie, śni mi się pachnąca wątróbka, która ucieka przede mną, więc ją gonię. Aby się zatrzymała musiałem powiedzieć jej do słuchu i jak ją już prawie złapałem nagle "Bach!" budzi mnie mój Pan. Patrzę, środek nocy, więc zerwałem się na równe nogi - może jakiś intruz za drzwiami sobie chodzi, to przynajmniej sobie poszczekam - a tu cisza jak makiem zasiał. Czuję tylko jakiś dziwny zapach, patrzę na posłanie a tam wielka plama. No pięknie! Nie dość, że mój Pan nie musi wychodzić na siku na dwór w taki ziąb, tylko ma przywilej załatwiania się w domu, to jeszcze musi to robić na moim posłaniu?!
Ale ja się z nim mam. Muszę mu przypomnieć, że moje posłanie to przecież nie toaleta. Może uda mi się go namówić, aby wychodził razem ze mną na dwór i robił "siku, kupę".
Ale ja się z nim mam. Muszę mu przypomnieć, że moje posłanie to przecież nie toaleta. Może uda mi się go namówić, aby wychodził razem ze mną na dwór i robił "siku, kupę".
Tak, wypadałoby się na początku przedstawić. Wołają na mnie Gibson i jestem buldogiem angielskim. Nazwę mam jeszcze po pierwszych właścicielach - nie pamiętam ich za bardzo, zostało tylko imię. U moich nowych państwa miałem być Pasztetem (to już wolę tego Gibsona, przynajmniej kumple ze mnie się nie śmieją).
Mieszkam z moim Panem i Panią. Na razie jesteśmy we trójkę, ale Pani co pewien czas wspomina coś o jakimś drugim psie, albo - co gorsza - o kocie (!). Jednego takiego kandydata na lokatora (wrednego francuza) mieliśmy na jedną noc. Na szczęście udało mi się go szybko przepędzić. No bo co w końcu kurczę blade, jakiś nietoperz będzie mi moje kulki wyjadał z michy! Więc szybko zniknął. Teraz Pan cały czas mówi Pani, że może być spory problem ze mną, że znowu pogonię jakiegoś intruza, a poza tym mamy małe mieszkanie i w końcu Pani ustępuje. Ale temat i tak po miesiącu wraca. A ja żyję w ciągłym stresie, że znowu coś przywloką do domu...
Mieszkam z moim Panem i Panią. Na razie jesteśmy we trójkę, ale Pani co pewien czas wspomina coś o jakimś drugim psie, albo - co gorsza - o kocie (!). Jednego takiego kandydata na lokatora (wrednego francuza) mieliśmy na jedną noc. Na szczęście udało mi się go szybko przepędzić. No bo co w końcu kurczę blade, jakiś nietoperz będzie mi moje kulki wyjadał z michy! Więc szybko zniknął. Teraz Pan cały czas mówi Pani, że może być spory problem ze mną, że znowu pogonię jakiegoś intruza, a poza tym mamy małe mieszkanie i w końcu Pani ustępuje. Ale temat i tak po miesiącu wraca. A ja żyję w ciągłym stresie, że znowu coś przywloką do domu...










